Morawiecki ma pomysł, jak pomóc małym browarom. Duże koncerny mogą stracić

Ministerstwo Finansów, jak donosi agencja ISBnews, pracuje nad obniżeniem akcyzy dla małych browarów w Polsce. Międzynarodowym koncernom piwnym ten pomysł może się nie spodobać.

Szczegółów nadchodzącej regulacji jeszcze nie znamy. Mateusz Morawiecki uchylił jednak rąbka tajemnicy. – Państwa takie, jak Czechy i Niemcy bardzo sprawnie wspierają swój własny sektor browarniczy. My nie potrafimy regulacyjnie wniknąć w tę branżę, żeby wspierać wzrost polskich małych browarów. Tymczasem one same rosły bez tego wsparcia. Dlatego chcemy zrobić tak, żeby do 200 tys. hektolitrów rocznej produkcji akcyza była względnie obniżona w porównaniu do obecnego stanu – powiedział w piątek Morawiecki dziennikarzom.

Ten pomysł na pewno nie spodoba się dużym koncernom piwnym – będą argumentować, że narusza zasady wolnego rynku. Jednak wątpliwe, by nowe przepisy szybko zmieniły sytuację na mocno oligopolicznym polskim rynku piwa.

Z raportu opublikowanego bowiem kilka miesięcy temu przez PKO BP wynika, że aż ponad 80 proc. rynku należy do trzech producentów: Kompanii Piwowarskiej (właścicielem jest japońska grupa Asahi), Grupy Żywiec (grupa Heineken) oraz Carlsberg Polska (grupa Carlsberg).

W siedmiu spośród 26 średnich i dużych firm wytwarzających piwo dominuje kapitał zagraniczny, ich udział w przychodach ogółem w 2016 r. sięgał 87 proc., a w zysku netto 93 proc. Browary rzemieślnicze to nadal malutki margines rynku.

Polacy kochają piwo

W 2016 r. produkcja piwa w Polsce wzrosła o 0,5 proc., sięgając 40,7 mln hl. Polska jest trzecim producentem piwa w UE, a przeciętny Polak wypija rocznie 98-99 litrów złocistego napoju.

Państwo na sprzedaży piwa zarabia krocie. Udział podatku akcyzowego i VAT w cenie detalicznej piwa kształtuje się w granicach 35-37 proc. Dochody budżetu z akcyzy w 2015 r. wyniosły 3,6 mld zł.

Czytaj więcej: Nie kupisz już domu w Nowej Zelandii. Nowa premier wprowadzi zakaz dla cudzoziemców.
Czytaj więcej: Smartfony najdroższe w historii. W ciągu roku podrożały średnio o 120 złotych.