Ruszają brexitowe negocjacje. Rozbici konserwatyści wyraźnie łagodnieją

W poniedziałek rozpoczynają się rozmowy Brytyjczyków z przedstawicielami Unii Europejskiej o Brexicie. Londyn zmienia retorykę – nie mówi już o twardym Brexicie, możliwym braku porozumienia i całkowitym zamknięciu granic przed imigrantami z Europy.

Philip Hammond, brytyjski kanclerz skarbu, mówił w weekend, w wywiadzie dla BBC, zupełnie co innego niż Theresa May w trakcie kampanii wyborczej. Po pierwsze, zamiast buńczucznych przedwyborczych wypowiedzi May o twardym Brexicie, pojawiła się deklaracja o pragmatycznym podejściu do całego problemu.

Hammond potwierdził, że Zjednoczone Królestwo chce opuścić europejską unię celną, ale trzeba stworzyć pewne przejściowe struktury, by proces jej opuszczania był łagodny.

Podkreślił również, że rząd chce, by towary swobodnie przemieszczały się pomiędzy Unią a Wyspami i nie było potrzeby budowy szczelnej granicy pomiędzy Wielką Brytanią a Irlandią, która w Unii pozostaje.

Brytyjski kanclerz skarbu zdecydowanie odrzucił również slogan „No deal is better then a bad deal” (Brak porozumienia, lepszy od złego układu), który bardzo często May powtarzała w trakcie wyborów. – Brak porozumienia byłby bardzo, bardzo zły dla Wielkiej Brytanii – mówił Hammond dla BBC.

Czytaj więcej: Nowy problem nie tylko Brytyjczyków. Słaby pieniądz ma więcej wad niż zalet. Nawet eksport wspiera za mało.

Łagodniej o imigracji i oszczędnościach

Hammond dużo łagodniej niż May wypowiadał się też o imigracji. Tu ma obowiązywać zasada „jobs first” – po pierwsze praca. W praktyce oznacza to, że torysi, tak jak wcześniej zapowiadała brytyjska premier, zamierzają ograniczyć imigrację do 100 tys. osób rocznie, ale tak, by nie zrobić krzywdy angielskiej gospodarce, która cały czas potrzebuje rąk do pracy z zagranicy.

Kanclerz skarbu dodał tu również, że Brytyjczycy myślą tutaj dodatkowo o wprowadzeniu regulacji pozwalających przyjeżdżać do pracy na Wyspy przede wszystkim osobom o niezbędnych tutaj kwalifikacjach.

– Nie jesteśmy głusi – powiedział również Hammond, kiedy w trakcie wywiadu został spytany o to, czy rząd dalej chce prowadzić program zdecydowanych oszczędności. Rozumie, jak powiedział, frustrację obywateli związaną z wieloletnimi już cięciami wydatków publicznych, ale rząd nadal chce zbilansować budżet państwa do połowy przyszłej dekady. W praktyce może więc to oznaczać nadal oszczędności, ale już wprowadzane ostrożniej i na mniejszą skalę niż do tej pory.

Czytaj więcej: Brytyjczycy wrócą do Unii za 20 lat. Brexit będzie bardzo bolesny.

May pod ostrzałem

To wszystko kanclerz skarbu mówił w trakcie, kiedy May jest szczególnie mocno atakowana. Opozycyjna Partia Pracy twierdzi wręcz, że jej mandat po wyborach, w których konserwatyści stracili większość w parlamencie, jest zbyt słaby, by prowadziła negocjacje z Brukselą.

Nad odwołaniem premier po spektakularnym blamażu myślą sami torysi, ale tutaj zastanawiają się co jest lepsze – zostawić ją na stanowisku, czy jednak odwołać.

Premier musi też odpowiadać na protesty uliczne i ataki pracy związane z niedawnym pożarem w Londynie i zamachami.
Jednym słowem Londyn, do rozmów z Brukselą, startuje mocno skłócony i sfrustrowany. A to, jak będą toczyły się rozmowy, powinniśmy się dowiedzieć dość szybko. Na początku Unia chce rozmawiać o pieniądzach, które Wielka Brytania wpłaci do budżetu Unii tytułem pokrycia kosztów Brexitu. Jeżeli ten drażliwy punkt uda się pokonać, później może być już łatwiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*