Zakaz handlu w niedzielę. Zyska Bóg i rodziny – niektóre. A kto straci?

Jest bardzo prawdopodobne, że złożony w piątek w Sejmie przez „Solidarność” projekt ustawy o zakazie handlu w niedzielę stanie się szybko rzeczywistością. Choćby tylko dlatego, że jednoznacznie popiera go Kościół. Kto zyska lub na straci na nadchodzącym nowym prawie?

Ze wskazaniem największych wygranych przyszłej ustawy o zakazie pracy w niedzielę nie ma problemu. To znakomita większość pracowników handlu – sprzedawców, kasjerów, pracowników ochrony – i ich rodzin. Dla nich od lat wolny weekend był raczej wyjątkiem niż normą. Setki tysięcy sprzedawców mają serdecznie dość pracy w większość niedziel w roku – a tak wygląda ich grafik – i to w znacznym stopniu tłumaczy, dlaczego „Solidarność” nie miała dużych problemów z zebraniem ponad pół miliona podpisów pod pomysłem zakazu handlu w niedzielę.

Czytaj więcej: Bankowe okazje. Wymarzone Konto Osobiste? Wiele zalet, jedna drobna opłata.

Możliwe, że na zakazie zyskają też malutkie sklepy – te, w których w niedzielę wg planowanych regulacji „Solidarności”, może sprzedawać sam właściciel. Takich placówek nie ma jednak w Polsce zbyt wiele.

Wygrany Orlen i zagraniczne sklepy internetowe

Więcej jest za to stacji paliw, które nadal będą mogły działać w niedzielę. I one zarobią więcej. Po wprowadzeniu zakazu z dużo większą łatwością niż teraz kupimy na nich w miarę świeży chleb, serki, wędliny lub nawet koncesjonowane mięso – takie rzeczy były standardem na węgierskich stacjach benzynowych w czasach, gdy obowiązywał w państwie Orbana przez mniej więcej rok zakaz handlu w niedzielę.

Spar Express - Wegry - stacja - 2016

W tym świetle prawdziwym strzałem w dziesiątkę wydawał się np. realizowany od jesieni 2014 roku projekt uruchamiania przez Eurocash we współpracy z Orlenem sklepów Delikatesy Centrum na stacjach paliw. Podobny projekt Orlen testował z Tesco. Jak pojawi się nowe prawo, może takich pomysłów będzie więcej.

Czytaj więcej: Polska prawie jak Szwajcaria lub Arabia Saudyjska. Największe mamy banki i firmy od ropy i gazu.

Być może więcej zarobią też zagraniczne sklepy internetowe – polskim w niedzielę sprzedawać nie będzie wolno. Znudzony Polak zamiast więc złożyć zamówienie np. w polskim sklepie online Reserved, zrobi to w niemieckim Zalando.

W sobotę większe kolejki

Takich, którzy na nowym zakazie handlu w niedzielę mogą stracić, zdaniem wielu ekspertów, wydaje się na pierwszy rzut oka więcej niż wygranych.

Po pierwsze, wielu Polaków z różnych powodów lubi lub musi kupować w niedzielę. W sondażu CBOS przeprowadzonego ponad rok temu aż 71 proc. Polaków przyznawało się do tego, że robi zakupy w niedzielę. I wydaje się, że znaczna ich część nie chce, by ktoś im tego zabronił. Wg sondażu Instytutu Pollstera dla se.pl 62 proc. Polaków nie chce zakazu handlu w niedzielę. Optuje za nim 30 proc., 8 proc. nie ma w tej kwestii zdania. Podobne były wyniki sondażu SW Research dla „Newsweeka”. W nim 55 proc. Polaków nie chciało zakazu handlu w niedzielę, 34 proc. było za nim, 11 proc. nie miało zdania.

Znaczna część rodaków kupujących w niedzielę będzie więc musiała zmienić swoje przyzwyczajenia i być może ruszy do sklepów w sobotę – w tygodniu niekoniecznie muszą mieć czas na zakupy. To będzie oznaczało, że zakupy w sobotę staną się czynnością nie tylko dla wielu konieczną, ale i irytującą – możliwe, że czekać na nas wtedy będą w sklepach tłumy kupujących i większe kolejki do kas.

Będą zwolnienia

To jednak niewielkie zmartwienie w porównaniu do tego, że – zdaniem wielu ekspertów – wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę oznacza zwolnienia w handlu. Niestety, precyzyjnie nie możemy teraz powiedzieć, jak one będą duże.

Wg „Solidarności” nie będzie ich wcale – kupować mamy tyle samo, tyle że w ciągu sześciu, nie siedmiu dni. Poza tym zarobi więcej gastronomia, jak czytamy w uzasadnieniu do projektu nowej ustawy.

Wiary związkowców, że nic się nie zmieni po tym, jak ubędzie w ciągu roku około 40 dni pracujących nie podziela np. dr Bartłomiej Biga z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Uważa, że wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę w wersji zaproponowanej przez „Solidarność” oznacza utratę zatrudnienia nawet przez 100 tys. osób. – Choć liczba ta stanowi jedynie ok. 2,5 proc. pracowników handlu, to skala zwolnień byłaby znaczna. Trzeba bowiem pamiętać, że w skali całej gospodarki branża ta generuje co czwarte miejsce pracy – napisał Biga w komentarzu dla PAP.

Czytaj też: Handlowców czeka również rewolucja technologiczna. Wkrótce doprowadzi do potężnej redukcji etatów.

Zwolnienia też przewidują np. pracodawcy z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji skupiającej zachodnie sieci sklepów – mówią o zmniejszeniu liczby etatów o 30-35 tys. osób. A Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych, twierdzi że zakaz handlu w niedzielę spowoduje zwolnienie od 20 do 50 tys. osób pracujących w centrach handlowych.

Zapomniane szacunki sprzed lat i zakupy impulsowe

Warto też przypomnieć, że zakaz handlu w niedzielę PiS chciał już wprowadzić w trakcie poprzednich rządów – wtedy w koalicji z Ligą Polskich Rodzin i Samoobroną. Pomysł upadł z powodu obaw, że bardzo uderzy on w rynek pracy i budżet państwa. Ministerstwo Pracy szacowało dziesięć lat temu, że całkowity zakaz handlu w niedziele oznaczał będzie zmniejszenie wpływów do budżetu o 1,5 mld złotych i utratę pracy dla 50-70 tys. osób.

Stracić pracę dodatkowo po uchwaleniu nowego prawa mogą nie tylko handlowcy, ale również pracownicy niektórych firm produkcyjnych. W niedzielę Polacy bowiem dokonują nie tylko zakupów przemyślanych, koniecznych i niezbędnych, ale często impulsowych – np. kobiety kupują odzież. Jeden dzień mniej takich zakupów, to wymierne straty dla producentów. Być może będą na tyle zauważalne, że przełoży się to na konieczność zmniejszenia zatrudnienia.

Czytaj więcej: Nowe podatki i uciążliwe regulacje powodują, że część firm rozważa przeniesienie działalności na Słowację.

Mniej pracy dla studentów. Mniejszy handel przygraniczny

Zmieniający się rynek pracy w Polsce powoduje, że od pewnego czasu sieci handlowe chętniej niż wcześniej przyjmują do pracy na część etatu lub umowy cywilno-prawne studentów lub emerytów. Oni pracują po kilka lub kilkanaście godzin tygodniowo i często w weekend. Wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę może utrudnić im tego rodzaju dorabianie.

Pomysł „Solidarności” możliwe, że uderzy również w obroty handlu przygranicznego. Obcokrajowcy wybierają się na zakupy do polskich sklepów położonych niedaleko od granicy głównie w sobotę i w niedzielę.

granica

To wszystko może zmniejszyć wpływy do budżetu. A to dodatkowo utrudni jego zbilansowanie.

Kościół naciska

Jedno jest pewne – to kto ile dokładnie straci i kto zyska na zakazie handlu w niedzielę dowiemy się dopiero po uchwaleniu nowego prawa. Szanse na to są jednak bardzo duże. I rosną – Kościół naciska.

– W centrum życia rodziny, jej życia jest odpoczynek, powinien być czas poświęcony Bogu, dzieciom, w domu, na spacerze. Co się z tym wiąże? Wiąże się z tym święcenie dnia świętego, niedzieli. Dzień powinien rozpoczynać się – tak jak to dawnej bywało – od „Kiedy ranne wstają zorze” – i kończyć się pieśnią „Wszystkie nasze dzienne sprawy”. Tydzień rozpoczyna niedziela i niedziela kończy – powiedział w sobotę w Toruniu abp Leszek Sławoj Głódź.

– Jest to dzień, który do Pana należy, a tymczasem przyzwyczailiśmy się w katolickim kraju, że niedziela jest dniem kupczenia – dodał.

Podziel się artykułem

One thought on “Zakaz handlu w niedzielę. Zyska Bóg i rodziny – niektóre. A kto straci?

  1. Moim zdaniem głupotą jest wprowadzanie zakazu dla handlu internetowego. Pewnie po poprawkach zostanie ten bzdurny zakaz zniesiony.

    Co do zwolnień. Co roku slyszymy to samo – podniesiemy płacę minimalną, to będą setki tysięcy ludzi bez pracy. Za parę miesięcy w mediach mamy biadolenie pracodawców – nie ma chętnych do pracy. Pewnie w niektórych sklepach będą redukcje zatrudnienia. W tych największych. W mniejszych, nawet w galeriach handlowych nie będzie tego. W butikach zazwyczaj pracują 2-3 osoby na zamianę. Dodatkowe 4 dni w miesiącu nie spowodują potrzeby zwolnień.

    W związku z tym, że życie nie znosi próżni, to rozwinie się pewnie przemysł czasu wolnego. Jakieś „place zabaw”i tym podobne rzeczy. Gastronomia, kultura (teatry, kina) mogą liczyć na więcej klientów. Więcej czasu ludzie będą spędzać aktywnie – jazda na rowerze, rolki, piłka nożna itp. Do tego będzie potrzebny sprzęt, więc raczej będą przetasowania w preferencjach zakupowych. Raczej stracą sklepy z ciuchami (czyli tzw, segment damski), a zyskają sklepy z tzw. asortymentem męskim (sportowe, techniczne itp.)

    Do kościoła zakaz ludzi nie zagoni. Ludzie nie chodzą do kościoła nie dlatego, że pracują w niedzielę, lub chodzą na zakupy. Nie chodzą, bo tam nie ma nic atrakcyjnego.

Comments are closed.